Podsumowania roku nie będzie, bo początek tego roku był dość frustrujący i nie miałem nastroju na podsumowania...Tradycje umierają czasem:P W marcu przecież nie będę pisać podsumowania;)

Jakiś czas temu, lat temu kilka właściwie zamieściłem tu opowiadanie pod tytułem "Jest jedno takie miejsce". Otóż długo nosiłem się z zamiarem i szukałem odpowiedniej drogi, do napisania kolejnej części. Wyszło w końcu, po 4 miesiącach pisania. Obie części razem mają ponad 40 stron. Dlatego będę przez najbliższe kilka miesięcy zamieszczał kolejne części... Na koniec całość trafi również na stronę domową.

Dla przypomnienia to link do częśći pierwszej tekstu - zatytuowanej "o Zamęcie":

http://verrak.republika.pl/NEW/o_zamet1.htm

A oto pierwsze strony drugiej części:

Rozdział Drugi

O ANIOŁACH...

Do Zamętu z chmur nie zagląda Bóg. I nie dlatego, że się boi, czy nie może. On nie musi i nie chce! Mimo, że ma te swoje wszystkowidzące oczy i może zajrzeć gdzie tylko chce i nawet nie mieści nam się to specjalnie w głowach, to on schodzi na ziemie, do Zamętu. Jest jednym z tych ptaków latających pod słonecznym niebem, albo żab skaczących radośnie na którymś z wodospadów Pliszki. Może jest którymś z wilków wyjących na skraju lasu, gdzieś koło święcących w świetle księżyca Hatifnatów. Zdarza się też, że dumnie patrzy na Tych, czy Tamtych jako jedno z nieruchomych drzew, może to, na którym kiedyś wyryłem serce, kalecząc je. Może skaleczyłem Boga! Ciekawe czy go to bolało i jeśli tak, to jak bardzo i w jaki sposób? Czy taki to był ból, jak nasz, ludzki? – myślę teraz. On jednak za każdym razem przybiera inną formę, z ich bogactwa w Zamęcie i za każdym razem przeżywa swoje bycie w Zamęcie inaczej.
Do Zamętu zstępują też Aniołowie.
Było to w listopadzie, kiedy las Zamętu zamienia się w zbiorowisko sterczących ogołoconych kikutów, a w powietrzu unosi się zapach zgnilizny, stęchlizny, wilgoci i grzybów, szczególnie muchomorów, które dumnie ukazują pośród mchu swoje nakrapiane kapelusze. Wyglądają tak smacznie! 
Ostatni raz w tym roku jechałem do Zamętu. Te pola kolorowe, łąki, krowy i krążące nad głowami rybołowy były jakby pochowane. Gdzieniegdzie stukała w okna pociągu tylko zieleń świerków, sosen i jodeł. Dalekie miasta zatrute były ciepłym dymem z kominów, niczym feromonem przyciągającym ludzi do domów. Szyba pociągu wydawała się zimna, nawet bez jej dotykania, a na jej krawędziach osadzały się kropelki pary. Mimo wczesnej pory, cienie były długie, jakby chciały złapać uciekający pociąg. Nawet dudnienie moriowych tunelów rozchodziło się jakoś inaczej - dużo spokojniej i leniwiej uderzało w młoteczek i kowadełko gubiąc się gdzieś dalej w zwoju kabli.
Wiedziałem, że będzie inaczej nie tylko z powodu listopadowej aury, ale dlatego, że mieliśmy być tylko w trójkę, a właściwie czwórkę - Ja, On, Tamten, no i jeszcze Sunia biegająca nam gdzieś pod nogami.
Wysiadłem z pociągu punktualnie, On i Tamten już byli, pomogli mi wziąć bagaże. Byli jacyś inni, mniej rozmowni. Tamten wypytywał co prawda o życie w mieście, o te wszystkie wykresy, tabelki, kody, tajemnicze języki komputerowe, dokumenty, faksy, telefony, sekretarki, formularze, bazy danych, pieniądze, procenty, miłość, romanse, seks, kobiety, przyjaciół, rodzinę, samochody, tramwaje, bilety i zdrowie. Droga jakoś minęła. Nawet szczególnie nie poczułem momentu wejścia do Zamętu, w ten inny świat. Świat “tu i teraz”, wcale nie był taki inny, do czasu, kiedy nie pojawiło się gdzieś w mgle światło okien Tych czy Tamtych – z daleka nie widziałem. Poczułem dopiero wtedy jakieś ciepło wewnątrz, wyraźnie kontrastujące z temperaturą przekazywaną ze skórnych receptorów do mózgu. Dom, nie osłonięty liśćmi z drzew, pokazywał swe tajemnicze oblicze z daleka, niczym latarnia morska dająca sygnał statkom. Wznoszący się na drugiej terasie Pliszki, podzielony między rodziny budynek, wyglądał mrocznie zza wilgotnej i zimnej mgły. 


Wytworzona w chorej głowie Verraka:2009-03-05 23:49:38
skomentuj(0)



www.miloszlisiecki.eu




BLOGS:
  • epitafia
  • mika
  • keri
  • kayo
    SITES:
  • mój poznań
  • dj kamaz
  • home site
  • lp
  • garfield
  • lo4

    2009:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2008:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2007:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2006:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2005:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2004:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2003:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I
    2002:
    XII XI X
    IX VIII VII
    VI V IV
    III II I


  • Made by Verrak.